niedziela, 23.09.2018
Ważne
Strona Główna » Wiadomości » Co z tym nie-koszeniem trawników?

Co z tym nie-koszeniem trawników?

Mój problem w Gdańsku jest koloru zielonego. Większość z Was może go nawet nie zauważyć na pierwszy rzut oka. Jednak jest i dotyczy trawników. Po wnikliwym przyjrzeniu się gdańskim zieleńcom okazuje się bowiem – że czasowo/generalnie ich nie ma. Na ich miejscu bujają się się dorodne łany traw i ziół (wersja dla optymistów), czy może jednak olbrzymich chwastów (wersja dla realistów). A są to łany miejskie co roku dorodniejsze, bo nieskażone ręką człowieka. Jest pewien plus tej sytuacji – natura wdziera się do miasta, można też zadziwić się różnorodnością nie do końca pożądanej roślinności. Są też niebezpieczeństwa: jeśli wam coś tam wpadnie – nigdy nie znajdziecie. A jeśli się zamyślicie to dziecko lub pies może Wam zginąć z oczu na długie minuty. A może to jednak przykład pozytywny i objaw mody na tzw. ogródki chwastów?

     

Rejon ul. Wieniawskiego/Zakopiańska

A tak na serio. Sytuacja z roku na rok jest coraz trudniejsza. O ile kilka lat temu niemal na pewno gminne trawniki były koszone dwa razy do roku (a może dawnymi czasy nawet częściej), o tyle teraz trzeba mieć dużo szczęścia, aby ktokolwiek zauważył nasz indywidualny/subiektywny problem. Nasz – bo już chyba nie miejski, skoro ekipy koszące przybywają tylko pod wskazany adres na wyraźną interwencję mieszkańców lub Rad Dzielnic.

Czy to tylko ja mam wrażenie, że pobocza dróg na Pomorzu wyglądają korzystniej niż zieleńce w mieście Gdańsk?

W oczekiwaniu na pierwsze koszenie zieleńców

Nastał już czerwiec a tymczasem wciąż na Siedlcach nie słychać długo wyczekiwanego dźwięku kosiarek służb …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *